20:54


Kemping w Sudersand. Sprawdziłem na mapie, przeszliśmy w słońcu 20 kilometrów.

A sklep był czynny do 20:00.

K...a!


21:15




Udało się!!! W sklepiku krzątał się gość, który układał towary na jutro! Otworzył nam i zrobiliśmy zakupy! Siedzimy teraz przed budynkiem i wcinamy w najlepsze. A dzisiejszy marsz to nic – teraz przynajmniej możemy startować do Legii Cudzoziemskiej!

Zjeść, rozłożyć namiot i wieczór można zacząć!


Dzień 9, 15:40


Zacznę od tego, że wczorajsza biesiada nie trwała do późna... a przynajmniej teoretycznie. Byliśmy zmęczeni, więc krótko siedzieliśmy przy stole. Chapson poszedł spać, natomiast ja, mówiąc, że zaraz wrócę, wybrałem się na plażę.

Skandynawskie plaże są kamieniste, pod nogami chrzęści żwir. Ale tutaj, w Sudersand, jest jedyny być może na Gotlandii piaszczysty fragment wybrzeża.




Usiadłem więc na piasku. Światło księżyca fantastycznie załamywało się na grzbietach fal. I w oddali, na lewo ode mnie, dostrzegłem jakieś światło; zapewne blask ognia. Ruszyłem w tamtym kierunku. Po chwili zobaczyłem grupkę młodych ludzi, którzy siedzieli na piasku wokół niedużego płomienia i rozmawiali wesoło. Po angielsku!

Spędziłem z nimi ponad godzinę. Dwie dziewczyny z Holandii, jedna ze Szwecji i jeszcze dwóch kolesi. Nauczyłem ich paru polskich zwrotów, może kiedyś się im przydadzą!

A potem wróciłem do namiotu.





Na dziś była w planach wycieczka rowerowa szlakiem najciekawszych gotlandzkich skał. Ale gdy już wstaliśmy, Chapi stwierdził, że zamierza spać dalej, więc wypożyczyłem rower i pojechałem sam.